633 Obserwatorzy
107 Obserwuję
pirlimpempem

Pirlim Pem Pem

Bibliotekarz. Książki czytam, nie wącham.

Lubię paralotnie, czekoladę i Chiny.

Nie pijam kawy. Mówię, co myślę. Mieszkam nad Tamizą.

 

Teraz czytam

Polska egzotyczna. Tom 2. Przewodnik
Grzegorz Rąkowski

Afera z Sienkiewiczem

Ostatnimi czasy, na łamach polskiej prasy, przetoczyła się prawdziwa batalia o sienkiewiczowską prozę. Niektóre momenty były bardzo ostre, wręcz lekko nieprzyzwoite, niektóre wypowiedzi porażały naiwnością. Z uwagą przeczytałam zarówno uwagi Romana Pawłowskiego jak i Andrzeja Saramonowicza oraz Krzysztofa Vargi. I wiecie, co? I myślę, że Pawłowski ma sporo racji. Jestem wręcz zakochana w Quo Vadis, sięgam po tę wspaniałą lekturę ilekroć mogę. Ale Trylogia to co innego. Nigdy nie była li i jedynie klasyką powieści przygodowej czy prozą historyczną. Za Trylogią zawsze szedł MIT.

 

Co uważam za słuszne w rozumowaniu Pawłowskiego? Trylogia mitologizuje te narodowe przywary i postawy, które  charakteryzowały społeczeństwo polskie w dawnych wiekach - zamiast zdrowego rozsądku, chłodnego oglądu sytuacji mamy u Sienkiewicza obraz silnej szlachty, która rzuca się z szabelką na wszystko, co Rzeczypospolitej zagraża. Jak ma się ta wizja do realiów historycznych, które doprowadziły do przykrych konsekwencji? Konsekwencji, których po dziś dzień piewcy Trylogii wybaczyć przodkom nie mogą.

Oczywiście pięknym jest patriotyzm, ale czasem należałoby wykazać nieco krytycyzmu. Polemizujący z Pawłowskim, Saramonowicz i Varga skupiają się na niewątpliwie bogatej polszczyźnie i dobrej konstrukcji powieści. Pawłowski dostrzega coś zupełnie innego. W szkołach za moich czasów ( nie tak wcale odległych), podczas omawiania Potopu nie skupiano się na warstwie językowej tylko na "krzepieniu serc" - micie Rzeczypospolitej złotego wieku, gdzie byliśmy piękni i wspaniali a granica kraju od morza do morza się rozciągała. W ten idylliczny obraz zapatrzone były pokolenia Polaków, którzy niezbyt chętnie poddawali ocenie krytycznej sytuację społeczno - polityczną kraju, w którym przyszło im żyć, zarówno w czasach Kmicica jak i późniejszych.

Obaj dyskutanci rzucili się niczym Wołodyjowski do walki z przytoczoną przez Pawłowskiego Grą o Tron. Że brutalna i krwawa, zachęcająca do przemocy itp. Trudno byłoby podpiąć sagę Martina pod serię Poczytaj Mi Mamo, jednak biorąc pod uwagę przytoczone przez redaktora dane o polskim czytelnictwie  

( a nie jak chcieliby dyskutanci o hektolitrach krwi i upadku obyczajów w Westeros) to z całym szacunkiem - narodowe czytanie Trylogii jest po prostu pomysłem nietrafionym. Z kilku powodów. Po pierwsze jeśli namawiać do czytania to nie pięciotomową sagą historyczną napisaną w języku dla wielu niezrozumiałym bo niewspółczesnym. Po drugie jeśli Prezydent chce pomóc w aktywizacji czytelniczej to powinien raczej skoncentrować się na literaturze współczesnej, bliższej dzisiejszemu czytelnikowi - mogę polskiej prozy współczesnej nie lubić ale żyję tu i teraz a nie czterysta lat temu.

A dziś czytam sobie felieton Saramonowicza o tym, że nieczytające kobiety są dla niego na równi z kobietami niemyjącymi się. Cóż panie Saramonowicz - niedawno radził pan by Trylogię przepisywano na receptę a tutaj taki klops. Niestety w dzisiejszych czasach nieczytający, jeśli w ogóle decydują się cosik przeczytać, to raczej nie będą to lektury, które w oczach Saramonowicza "przykryją braki w uzębieniu inteligencji". Trylogia nawet za darmo sprawy nie uratuje.

Całe to zamieszanie "wymusiło" na mnie decyzję by ponownie przyjrzeć się Trylogii, pierwszy raz od czasów licealnych, po raz pierwszy z nieprzymuszonej woli i z silnym postanowieniem wytrwania. Może spojrzę na Potop życzliwszym okiem? Może Helena przestanie kojarzyć się wyłącznie ze zdrewniałą dziewczyną Bonda? No i po raz pierwszy nie będzie mi straszne dźwiganie tomiszczy - wszystko ładnie i razem zmieściło się na czytniku. A teraz  - udaję się ku Dzikim Polom. Hej!