633 Obserwatorzy
107 Obserwuję
pirlimpempem

Pirlim Pem Pem

Bibliotekarz. Książki czytam, nie wącham.

Lubię paralotnie, czekoladę i Chiny.

Nie pijam kawy. Mówię, co myślę. Mieszkam nad Tamizą.

 

Teraz czytam

Polska egzotyczna. Tom 2. Przewodnik
Grzegorz Rąkowski

Krucjatus i inne horkruksy

Lód nad głową - Piotr Głuchowski

To moje drugie podejście do pisarstwa Piotra Głuchowskiego. Poprzednio zostałam skatowana mentalnie naiwnością redaktora Pruskiego - głównego bohatera. Tym razem było o ciut lepiej. Być może dlatego, że Robert Pruski nie jest centralną postacią powieści. A być może dlatego, że akcja płynie w miarę wartko a ilość absurdów została zminimalizowana. Przy okazji powieści Umarli tańczą mieliśmy do czynienia z bardzo irytująco prowadzoną narracją gdzie redaktor Pruski tropił soczyście krwistego, ociekającego podłością żołnierza - psychopatę. Oczywiście armii jedynej niesłusznej.

W przypadku Lodu nad głową coś się dzieje. I dzieje się cały czas z przynajmniej kilku kierunków. Osią opowieści jest spisek - w Polsce to popularny ostatnio temat, który zainspirował niejednego twórcę political fiction. Głuchowskiemu całkiem wyszło, nie ma co narzekać. Co prawda do mistrza gatunku Antoniego M. sporo mu brakuje ale Lód nad głową trzyma w napięciu przez większość czasu. Otóż prominentny polityk stawia się na spotkaniu z innymi prominentami i dochodzi do zamachu, w którym ginie wiele osób. Ze względu na zajmowane stanowisko służby wszelakie dochodzą do wniosku, że celem był polityk. Jedynie student dziennikarstwa dzięki swojej dziewczynie - albo raczej dziewczyna sama z siebie, pisze raport, który stawia odmienne i bardzo odważne tezy. Zaczyna się polowanie.

 

 

Dwa elementy powieści szczególnie przypadły mi do gusty. Po pierwsze skomplikowane relacje Roberta Pruskiego z kobietami. Bo facet jest w niby związku z Iwoną, znaną nam z poprzedniej książki ale jednocześnie chętnie odwiedza swoją byłą żonę, która - jak się dowiadujemy rozstała się ze swoim macho-chłopakiem bo, między innymi jej wybujałe seksualne ego potrzebowało czegoś innego. Paradoksalnie stosunek Roberta do obu kobiet mocno mnie irytował ponieważ facet nie może zdecydować się, czego tak naprawdę chce: z Iwoną się nie układa ale redaktor nie dąży do rozwiązania problemu. Z byłą żoną natomiast powoli zaczyna się układać...To zawieszenie powoduje, że sytuacja Roberta irytująco mnie intrygowała i zła jestem na autora, że nadal nie wiadomo czy to zawikłanie kiedykolwiek się wyjaśni.

Drugi element - ponownie nie związany z osią książki - to synowie redaktora z ich wojenkami o pierdoły, wyzywaniem od gejów i krucjatusami. Uśmiałam się bo nad tymi dzieciakami ewidentnie nikt nie panuje.

Moje zastrzeżenie skieruję jednak w stronę epatowania seksualnością. To, że ktoś komuś kiedyś coś zrobił to i dobrze. Ale nie ma Piotr Głuchowski takiej zdolności do pisania o seksie jak na przykład Marek Krajewski, który nawet w obrzydliwych okolicznościach przyrody nie musi uzasadniać stosowanego stylu. U Krajewskiego to pasuje i tak musi być. U Głuchowskiego grubość penisa wysokiego rangą przedstawiciela służb specjalnych wydaje się zbędna. Nie pasuje.

Lód na głową to całkiem przyjemna książka, która zapewni kilka godzin lekkiej, krwawej rozrywki. Bez fajerwerków ale i bez rozczarowań. Dokładnie to, czego się spodziewałam. W głębi duszy marzę jednak by trafić na książkę, która połączy wątki sensacyjne z pazurem pisarstwa Agathy Christie. Niech mnie coś w końcu zaskoczy!