633 Obserwatorzy
107 Obserwuję
pirlimpempem

Pirlim Pem Pem

Bibliotekarz. Książki czytam, nie wącham.

Lubię paralotnie, czekoladę i Chiny.

Nie pijam kawy. Mówię, co myślę. Mieszkam nad Tamizą.

 

Teraz czytam

Polska egzotyczna. Tom 2. Przewodnik
Grzegorz Rąkowski

Lektury a szkoła polska

Jestem z pokolenia, które uczęszczało jeszcze do 4-letniego liceum. I czytaliśmy i Mickiewicza i Żeromskiego i Gombrowicza. Było Nad Niemnem i Faraon. Czasami pomstowało się na ilość lektur. Z racji odbywanych studiów musiałam czytać jeszcze więcej: poezje średniowieczną, Korzeniowskiego, Tołstoja i komedie Arystofanesa. I tak jak na studiach był to świadomy wybór, tak zapchany kanon lektur szkolnych uważam za częściowo zbędny Gdy przyszło do pracy zawodowej spojrzałam na problem z jeszcze innej perspektywy. Bo codziennie oglądałam twarze smutnych uczniów, którzy z rozpaczą w oczach prosili o egzemplarz Granicy

 

 

Dziś ukazał się ciekawy tekst Tomasza nie tylko o lekturach szkolnych. I powiem Wam co myślę. Myślę, że pomimo mojej miłości do klasyków lista lektur powinna być zmieniona. A przynajmniej znacząco zmodyfikowana. Uzupełniona o pozycje z literatury współczesnej (Stefan Chwin - dać mu szansę!), okrojona ze zbyt dużej ilości mesjanistycznych mądrości i zrekonstruowana tak, by uczeń miał szansę polubić czytanie. I błagam - przecież poza Conradem i Camus byli też inni, nie miej ważni, nie miej interesujący.

 

Nie zgadzam się, że szkoła jest tylko po to by uczyć, by egzekwować wiedzę - szkoła ma kształcić. I może to robić również w dziedzinie czytelnictwa.

 

Ostatnio znowu było głośno o Panu Tadeuszu. Ten postrach uczniowski nie może po prostu zniknąć. Byłoby to posunięcie co najmniej niefortunne. Ale byłoby absolutnie wystarczającym przeczytanie kilku fragmentów w celu zasygnalizowania znaczenia epopei dla polskiej kultury. Świętej Pamięci Panie Adamie - Pan wybaczy, ale całość to mordęga dla nastolatków.

 

Pod artykułem podniosły się głosy, że znając klasykę można o niej dyskutować. Owszem - można. Tylko kto to robi? Po co i w jakim kontekście? Ile znacie osób, które dywagują na grzybobraniem i Telimeną? I dlaczego nie możemy w szkole przesunąć granicy literatury powszechnej poza rok 1968? O ile ciekawiej byłby poznać również Weisera Dawidka. Przecież jest on nie mniej fascynujący od Cezarego Baryki i jego szklanych domów.

 

Franciszek Kostrzewski - Grzybobranie

 

Co sądzicie? Czy lista lektur musi być sztywną i niezmienną całością, której przyświeca kaganek oświaty? Czy może znalazłoby się na niej miejsce dla ducha reformacji?