633 Obserwatorzy
106 Obserwuję
pirlimpempem

Pirlim Pem Pem

Bibliotekarz. Książki czytam, nie wącham.

Lubię paralotnie, czekoladę i Chiny.

Nie pijam kawy. Mówię, co myślę. Mieszkam nad Tamizą.

 

Teraz czytam

Polska egzotyczna. Tom 2. Przewodnik
Grzegorz Rąkowski

Znak naszych czasów

Pamiętam w latach ubiegłych, podczas pracy w polskich bibliotekach, wielokrotnie spotykałam się z czytelniczkami, które w różnych względów, gustowały w szeroko rozumianej literaturze kobiecej. Moje bardziej doświadczone koleżanki-bibliotekarki wielokrotnie przy nieśmiertelnej kawusi podśmiewały się z tych Pań, uznając je za materiał intelektualnie nieprzystosowany i z góry skazany na życie domowej kuchty.

 

W zeszłym roku wraz z książką Pięćdziesiąt twarzy Greya zaobserwowałam dwa zjawiska:

Po pierwsze: nigdy nie widziałam, żeby jakakolwiek książka była tak rozchwytywana - mieliśmy ponad 800 rezerwacji. Po drugie - po środkach masowego przekazu rozlała się szeroka fala nienawiści i drwin z a) autorki b) czytelników.

 

 

Nie mam zamiaru bronić ani fatalnego języka powieści, ani bardzo naiwnej, na kolanie skleconej fabuły. Ale będę bronić prawa czytelnika do swobodnego wyboru lektury bez konieczności ukrywania się po kątach by móc poczytać o tym jak ktoś komuś zrobił dobrze. Nie interesuje mnie geneza powieści ani biografia autorki - napisała kobieta bestseller, zarobiła kupę pieniędzy i sprawiła, że ktoś poczuł się lepiej. Czy to jest powód by wylewać żółć i kpić z czytających? Czy tylko dlatego, że nie wybraliśmy Conrada albo Rotha, będziemy smażyć się w piekle dla czytających niewymagające zaangażowania książki?

 

 

Podobna fala zalewała media po publikacji Alchemika Coelho czy którejkolwiek powieści Carolla, "Autorytety" nazywały pisarzy grafomanami a do dziś na kwejku można znaleźć urocze złote myśli o kopaniu chrzanu. Nie ma się co oszukiwać, że to wielka literatura - nie jest, nie była i nie zamierza aspirować jednak dla wielu jest w jakiś sposób ważna i sprawia im radość. To nie czyni czytelników półinteligentami, do jakich chcą ich sprowadzić krzykacze.

 

 

Mam wrażenie, że cała afera rozchodzi się wyłącznie o seks. A najwięcej krzyczą Ci, którzy albo nie czytali albo nie zaznali przyjemności wynikającej z seksu. Jak mawiała jedna z licznych kochanek porucznika Borewicza - "nie muszę się intelektualnie spowiadać". Jeszcze nie jedna kontrowersyjna lektura przed nami - pozostawmy nasz umysł otwartym - wtedy będzie się nam łatwiej czytało i łatwiej koegzystowało - w społeczeństwie, które nie rozmnaża się przez pączkowanie.